The Wire (Prawo ulicy)

Dramat kryminalno-obyczajowy prod. USA. Wystartował w czerwcu 2002, zakończony w marcu 2008.

Serial w Polsce emitowany był pod tytułem Prawo ulicy i to chyba jeden z nielicznych przypadków, gdy polski tytuł ma sens. Bo choć The Wire odnosiło się do podsłuchów zakładanych przez baltimorską policję, „prawo ulicy” jest właśnie tym, o czym ta produkcja traktuje. Produkcja nie końca zrozumiała dla krytyków, którzy raz określają ją jako „serial obyczajowy”, innym razem jako „sensacyjny”.

Fabuła:

W pięciu sezonach, stanowiących zamkniętą całość, mamy do czynienia z każdym z tych gatunków. Są policyjne śledztwa, trup ściele się gęsto, ale mamy też dość wstrząsający obraz życia w wielkim amerykańskim mieście. Dzielnice Baltimore przypominają getta dla czarnoskórych, narożniki ulic opanowane są przez dilerów. Policja, by utrzymać choćby iluzoryczny porządek na ulicach, zadowala szefów szlifowaniem statystyk, a gdy znajdzie się jakiś trup, to wydziały walczą jak lwy, by śledztwo zwalić na kogoś innego. Ludzie na skraju życiowych otchłani, bezradna opieka społeczna, szkolnictwo w finansowej zapaści, przekręty w ratuszu i walka o wpływy – po obu stronach barykady.

Choć każdy sezon ma jakiś swój własny wątek przewodni, to dopiero wszystkie razem tworzą jednolitą całość i dopiero po obejrzeniu ostatniego odcinka mamy poczucie, że puzzle zostały ułożone do ostatniego kawałka. Nie jest to serial, w którym odcinki są na zasadzie „każdy o czymś innym” - czasem, by np. zrozumieć o co chodzi w połowie czwartego sezonu, trzeba wrócić pamięcią do pierwszego czy drugiego. Sprawy rozpoczęte w sezonie trzecim znajdują swe rozwinięcie w piątym. Dzięki temu mamy wrażenie, że nie oglądamy serialu, ale jeden długi, fascynujący film.

Snoop i Chris

The Wire nie miałoby swego uroku, gdyby nie aktorstwo jego bohaterów. Ale ukazanie stylu ulicy, sposobu poruszania się, gestykulowania, mówienia, to było ponad możliwości zwykłych aktorów i aktorek. Dlatego twórcy do wielu wiodących ról zaangażowali rodowitych baltimorczyków, amatorów z tamtejszych teatrów, najprawdziwszych naturszczyków. Przykładem raperka Felicia Pearson, która zagrała zabójczynię z gangu noszącą nazwisko… Felicia „Snoop” Pearson. Chyba bardziej autentycznej roli długo nie ujrzymy, a sama Pearson w życiu prywatnym niewiele (poza zabijaniem) odbiega od „Snoop”, o czym świadczą jej częste aresztowania za narkotyki. W serialu wraz z Gbengą Akinnagde (mniej znany aktor grający różne „ogony”) jako drugim killerem, Chrisem Partlowem, tworzy niezwykły duet, przy którym Bonnie i Clyde wyglądają jak grzeczne dzieci z przedszkola.

Stronę policyjną prezentuje sporo charakterystycznych postaci, na czoło jednak wysuwa się Jimmy McNulty (aktor Dominic West), egoistyczny, narcystyczny, przez pół serialu pijany detektyw z wydziału zabójstw. Ale równie mocne role prezentują inni serialowi policjanci, z których niemal każdy jest tu postacią, bez której trudno wyobrazić sobie całość.

Nie pokuszę się o opisywanie wszystkich postaci z osobna, dość powiedzieć, że w The Wire prawie nie odczuwa się ról drugoplanowych. Czy to komisarz policji, burmistrz, senator, czy to szef gangu Barksdale, jego „porucznicy”, Omar (gej morderca wykańczający dilerów) lub trudniący się okradaniem kontenerów Polak, szef związku dokerów i jego nadający się do psychiatry syn – wszyscy są tu bardzo ważni i wszyscy są dla serialu niezbędni.

Dialogi – sól i krew każdego serialu. W The Wire nawet polski lektor nie odważył się ich zepsuć (albo trafiłem na dobre tłumaczenie). Niektóre z nich są tak do bólu życiowe, że aż chce się je pospisywać i mieć pod ręką. Do dziś tkwi mi scena, jak nudzący się na blokowisku dilerzy narkotyków uczą się grać w szachy. Nie są w stanie zrozumieć reguł tej gry, dopóki jeden z nich nie zaczyna przedstawiać figur jako członków gangu z ulicy. „Król to szef, królowa to cwaniara, która dba o bezpieczeństwo szefa i trzymająca na wszystkim łapę, a te łyse ch…. (sorry! to cytat), to pionki, czyli żołnierze gangu przeznaczeni na straty. Ale nawet żołnierz może awansować, jak dotrze do końca planszy - wówczas staje się królową”.

The Wire koniecznie trzeba obejrzeć. Oczywiście całość, wszystkie 60 odcinków. Po nim już żaden serial nie wyda się Wam „super”, „ekstra” – bo żaden inny tak nie łączy życia, sensacji i realizmu, jak właśnie ten.

Polski akcent: W gronie reżyserów serialu znalazła się Agnieszka Holland. Pokierowała pracami nad odcinkami 3.8, 4.8 i 5.5.

Na koniec na zachętę to, co znalazłem w Wikipedii:

  • Magazyn Variety – „Gdy spisana zostanie historia telewizji, mało co dorówna The Wire, serialowi tak niezwykle głębokiemu i ambitnemu, że smakowany może być jedynie przez nielicznych”.
  • The Daily Telegraph – „Najprawdopodobniej najlepszy serial w historii telewizji, zasługuje wręcz na porównanie z dziełami Dickensa i Dostojewskiego”.

Obsada:

Sezony:

(Serial #7)

  • seriale/wire
  • ostatnio zmienione: 02.09.2018